Trzy tygodnie po pogrzebie mamy siedziałam w jej kuchni i patrzyłam, jak Aneta składa koszule ojca. Robiła to dokładnie tak jak mama: rękawy do środka, kołnierzyk poprawiony dłonią, wszystko w równe stosy na krześle. Na stole stała niedopita herbata, obok leżały rachunki i reklamówka z rzeczami mamy odebranymi ze szpitala. Nikt nie miał odwagi jej rozpakować.’

Miałam wtedy dwadzieścia dziewięć lat. Dziś mam pięćdziesiąt trzy i wiem, że po pogrzebie człowiek potrafi pomylić gniew z pewnością, ale wtedy wszystko wydawało mi się proste. Aneta była moją najbliższą przyjaciółką od podstawówki, mama właśnie zmarła, a ojciec potrzebował naszej pomocy. Tylko tyle chciałam widzieć.
— Zostaw te koszule — powiedziałam. — Jutro przyjadę wcześniej i wszystko ogarnę.
Aneta nie podniosła głowy. Powiedziała, że ojciec nie powinien zostać sam na noc. Siedział wtedy w pokoju przy wyłączonym telewizorze i od kilku dni prawie się nie odzywał. Czasem pytał, czy mama wróci ze sklepu, a po chwili sam się poprawiał i szedł nastawić wodę.
Tłumaczyłam to zmęczeniem. Mama chorowała na raka prawie rok, a ojciec przez ten czas schudł, przestał spać i zaczął gubić rzeczy. Raz szukaliśmy jego kluczy prawie godzinę, zanim Aneta znalazła je w kieszeni kurtki. Innym razem zapomniał kodu do karty i wrócił z banku bez pieniędzy.
Kilka dni później zadzwonił do mnie podczas obiadu i poprosił, żebym przyjechała. W kuchni pachniało zupą pomidorową, której nikt nie jadł. Ojciec stał przy starym kredensie, Aneta obok niego, a między nimi leżała granatowa teczka z dokumentami. Już sam jej widok mnie drażnił.
— Chcemy wziąć ślub — powiedział tata.
Najpierw spojrzałam na niego, potem na nią. Przypomniałam sobie płaszcz mamy wiszący jeszcze w przedpokoju i jej krem do rąk stojący przy zlewie.
— Mama nie żyje miesiąca.
Aneta zaczęła wycierać blat, chociaż był czysty.
— Wiem, jak to wygląda.
— To dobrze. Przynajmniej jedno z nas wie.
Ojciec poprosił, żebym usiadła. Nie usiadłam. Pytałam, od kiedy to trwa, czy mama wiedziała, czy spotykali się za jej plecami. Tata odpowiadał coraz ciszej, a Aneta zaciskała palce na ścierce.
W końcu powiedziała, że coś obiecała.
— Komu?
Spojrzała w stronę okna.
— Twojej mamie.
Uznałam to za wyjątkowo podłe usprawiedliwienie. Wzięłam torebkę, klucze i wyszłam. Dwa tygodnie później pobrali się w urzędzie stanu cywilnego. Zaproszenie znalazłam w skrzynce razem z rachunkiem za telefon i gazetką z osiedlowego sklepu; podarłam je nad koszem.
Przez następny rok z ojcem rozmawiałam krótko. Na imieniny dzwoniłam z obowiązku, a w Wigilię wymyśliłam gorączkę i siedziałam sama przy stole z pierogami z garmażerki. Aneta wysyłała kartki na święta i urodziny. Nie otwierałam ich, tylko wkładałam do szuflady pod obrusami.
Najgorsze było to, że tata zaczął mówić przez telefon dziwnie. Powtarzał pytania, mylił dni i ludzi. Raz zapytał, kiedy kończę studia, chociaż pracowałam już od sześciu lat. Innym razem był przekonany, że jego matka czeka na niego na przystanku, choć babcia nie żyła od dawna.
Mimo to nie pojechałam. Wmawiałam sobie, że to Aneta ogranicza mu kontakt ze mną. Z perspektywy czasu widzę, ile wysiłku wkładałam wtedy w to, żeby nie zauważać rzeczy, które nie pasowały do mojej wersji wydarzeń. Gniew był prostszy niż pytania.
W moje trzydzieste urodziny przyszła do biura bez zapowiedzi. Sekretarka powiedziała, że czeka na mnie jakaś pani z pudełkiem. Aneta stała przy drzwiach w szarym płaszczu, z włosami związanymi byle jak. Wyglądała na starszą niż rok wcześniej.
Podała mi niewielkie czarne pudełko przewiązane zwykłym sznurkiem.
— Otwórz w domu. Sama.
— Nie chcę od ciebie prezentów.
— To nie jest prezent. Powinnaś była dostać to wcześniej, ale twoja mama kazała mi czekać rok. Bała się, że jeśli dowiesz się od razu, rzucisz pracę i wrócisz do ojca.
Zabrałam pudełko tylko dlatego, że wymieniła mamę. Aneta nie próbowała mnie dotknąć ani niczego tłumaczyć. Odwróciła się i wyszła.
Wieczorem postawiłam pudełko obok filiżanki i długo robiłam wszystko, żeby go nie otworzyć. Umyłam talerz, wyniosłam śmieci, przejrzałam pocztę. Dopiero przed północą przecięłam sznurek i podniosłam wieko.
Na wierzchu leżało zdjęcie rodziców z ostatniej Wigilii, którą spędziliśmy wszyscy razem. Pod nim były kserokopie wyników z poradni neurologicznej, wypis ze szpitala, lista leków oraz kopia pełnomocnictwa sporządzonego w kancelarii notarialnej, jeszcze kiedy ojciec mógł świadomie je podpisać. Przeczytałam rozpoznanie kilka razy: otępienie o wczesnym początku, z szybko nasilającymi się zaburzeniami pamięci. Daty zaczynały się wiele miesięcy przed chorobą mamy.
Na dnie znalazłam list zapisany jej lekko pochylonym pismem. Mama wyjaśniała, że zauważyła problemy ojca jeszcze przed własną diagnozą i to ona zabrała go do neurologa. Tata długo zaprzeczał, że coś mu jest. Nie zgadzał się na obcą opiekunkę, a gdy mama trafiała do szpitala, jedyną osobą poza nią, której pozwalał pilnować leków, rachunków i wizyt, była Aneta.
Najdłużej patrzyłam na jeden fragment.
„Nie chcę, żebyś w wieku trzydziestu lat zamieniła swoje życie na całodobowe pilnowanie ojca. Aneta zgodziła się przy nim zostać. Ślub był pomysłem twojego taty, bo bał się, że po mojej śmierci wszyscy będą ją traktować jak obcą kobietę w jego mieszkaniu. Ja poprosiłam ją, żeby się zgodziła.”
Dalej mama prosiła, żebym nie osądzała Anety, zanim zobaczę, jak naprawdę wygląda codzienna opieka. W pudełku była też kopia testamentu, potwierdzenia opłat za wizyty i kartka z numerem do neurologa oraz pracownika ośrodka pomocy społecznej. Wszystko ułożone datami, jak zawsze robiła mama. Nawet po śmierci próbowała zostawić po sobie porządek.
Położyłam list obok filiżanki i nastawiłam wodę na herbatę. Potrzebowałam kilku zwyczajnych minut, zanim zrobię cokolwiek dalej. Patrzyłam na nieotwarte kartki Anety, które wyjęłam z szuflady.
Do mieszkania ojca pojechałam jeszcze tej samej nocy. Aneta otworzyła po drugim dzwonku. Miała na sobie granatowe kapcie mamy, te zwykłe filcowe, które pamiętałam z dzieciństwa. Potem zobaczyłam pudełka z lekami ustawione na półce i zeszyt z godzinami wizyt.
— Przeczytałaś? — zapytała.
Kiwnęłam głową. Ojciec siedział w fotelu przy oknie, a telewizor znowu był wyłączony. Kiedy podeszłam, długo mi się przyglądał.
— Ewa?
— Tak, tato.
Uśmiechnął się.
— Dobrze, że przyszłaś. Mama zaraz zrobi herbatę.
Aneta odwróciła się do kuchni. Poszłam za nią i zapytałam, dlaczego przez cały rok niczego mi nie powiedziała. Oparła dłonie o zlew i przypomniała, że mama kazała jej czekać.
— A ty? Naprawdę chciałaś za niego wyjść?
Przez chwilę słuchałyśmy, jak ojciec przesuwa coś w pokoju.
— Chciałam dotrzymać słowa — powiedziała. — Reszta była trudniejsza.
Nie przeprosiłyśmy się od razu. Ja nie umiałam jeszcze przeprosić za wszystko, co powiedziałam, a ona nie udawała, że ten rok jej nie zabolał. Nastawiła czajnik, a ja wyjęłam trzy kubki ze starego kredensu.
Ojciec zawołał z pokoju, że jeden wystarczy, bo mama przecież ma swój.
Aneta spojrzała na mnie i bez słowa odstawiła trzeci kubek z powrotem.


