Anna patrzyła przez przednią szybę, gdy kierowca nagle zdjął nogę z gazu. Przed zjazdem na wieś Szoza zatrzymał się czarny SUV. Tylne drzwi otworzyły się na oścież i z wnętrza niemal wypchnięto ciężarną kobietę w długiej kwiecistej spódnicy. Ledwo utrzymała się na nogach, złapała za brzuch, a samochód natychmiast ruszył i zniknął.

– Zatrzymaj się szybko – powiedziała Anna. Piotr przycisnął auto do pobocza. Do negocjacji zostało mniej niż czterdzieści minut, a Michał dzwonił już dwa razy. W teczce leżała umowa nowego projektu, ale kobieta na poboczu zgięła się, jakby poczuła ból.
Anna szybko podeszła. – Źle się pani czuje? Nieznajoma podniosła głowę. Śniada twarz pobladła, oddech przyspieszył.
Jedna dłoń spoczywała na brzuchu. – Nic, tylko się przestraszyłam. – Uderzyli panią? – Nie.
– W takim razie proszę wsiadać. Nie można tu zostać. Kobieta ostrożnie spojrzała na sedana. – Mam na imię Lila.
– Anna Kowalska. Piotr podał wodę. Ciężarna wypiła kilka łyków i wsiadła do samochodu. – Dokąd panią zawieźć?
– Do miasta. Tam sama dojdę. – Pojedzie pani ze mną do biura, a potem kierowca zawiezie panią, dokąd pani zechce. Lila skinęła głową.
Anna wyjęła z portfela banknoty i podała jej. – Proszę wziąć. Kupi pani coś do jedzenia dla siebie i malucha. – Dziękuję.
– Dlaczego wyrzucono panią na trasie? Lila spojrzała przez okno. – Bogacze się zezłościli. – Za co?
– Za dużo słuchać jest szkodliwe. Samochód utknął w korku. Telefon znowu zawibrował. – Gdzie jesteś?
– zapytał Michał od razu. – Wiśniewski właśnie przyjechał. – Utknęłam w korku. Będę za dwadzieścia minut.
– Trzeba było wyjechać wcześniej. – To nie zależy ode mnie. – Anna, dzisiaj nie możesz się spóźnić. Pan Wiśniewski i tak poszedł nam na rękę.
– Rozumiem. – Koperta u ciebie? – Tak. – To nie rozpraszaj się niczym.
Przyjeżdżaj. Pół roku temu Badpol nie potrzebował takiego finansowania. Potem opóźniły się rozliczenia, wzrosły koszty i Michał przyprowadził Wiśniewskiego z propozycją inwestycji w nowy projekt. „Za rok sama mi podziękujesz” – zapewniał mąż.
Prawie dziesięć lat małżeństwa. Anna przyzwyczaiła się uważać go za kogoś, kto działa dla wspólnego dobra. Lila pochyliła się do przodu. – Jak nazywa się firma?
– Badpol. Kobieta zamarła. – Zna pani tę firmę? – Nie.
Odpowiedź zabrzmiała zbyt pospiesznie. Lila odwróciła się do okna i nie powiedziała już ani słowa aż do centrum biznesowego. Przy wejściu Anna zwróciła się do kierowcy:
– Piotrze, zostań z Lilą. Niech zje coś w bufecie, wszystko zapisz na moje konto.
Potem odwieziesz ją, dokąd powie. Lila patrzyła na szklaną fasadę, na której dużymi literami widniała nazwa firmy. Na czwartym piętrze sekretarka powitała Annę. – Wszyscy są już w sali konferencyjnej.
– Czy pan Marek Nowak będzie? – Nie. Michał powiedział, że kwestie prawne są uzgodnione. To zdziwiło Annę.
Nowak zwykle bywał obecny przy podpisywaniu dużych umów. Drzwi sali konferencyjnej otworzyły się. Michał wyszedł na spotkanie. – Wreszcie.
Pan Wiśniewski się denerwuje. Pocałował żonę w policzek i od razu spojrzał na teczkę. – Wszystkie dokumenty masz? – Tak.
Zazwyczaj przed ważnymi spotkaniami Michał stawał się bardziej opanowany. Dzisiaj czuć było w nim dziwny pośpiech. W sali Wiśniewski podniósł się z krzesła. – Pani Anno, cieszę się, że państwo szybko przyjechali.
– Przepraszam za opóźnienie. – Najważniejsze, że wszystko jest na miejscu. Anna usiadła na czele stołu. – Przejdźmy do ostatnich zmian.
Mąż otworzył dokumenty. – Główna część pozostała ta sama. Wiśniewski zmniejszył prowizję i przesunął pierwszą płatność. W załączniku są techniczne korekty.
Wiśniewski uśmiechnął się. – Straciliśmy już tydzień na szczegóły prawne. Myślę, że dzisiaj możemy zakończyć. Anna wzięła długopis, ale nie spieszyła się z podpisem.
– Chcę zobaczyć ostateczne załączniki. Michał przysunął jej komplet. Przewertowała kilka stron. Tabele, terminy, listy podwykonawców, zabezpieczenie zobowiązań.
Niektóre nazwy były jej nieznane. – „Granit”. Co to za firma? Mąż odparł od razu:
– Niezawodny podwykonawca Wiśniewskiego.
Biorą część dostaw. – Dlaczego wcześniej ich nie widziałam? – Bo to jest ostateczna wersja. Wiśniewski wtrącił się:
– Na dużych projektach zawsze pracujemy z własną pulą firm.
Nic niezwykłego. – Wolę wiedzieć, komu przelewam pieniądze. – Oczywiście, ale nie będzie pani osobiście sprawdzać każdego dostawcy betonu. Jeśli zaliczka jest duża, będę.
Anna już chciała poprosić sekretarkę o wezwanie prawnika, gdy za szklaną ścianą przemknęła jaskrawa spódnica. Rozpoznała Lilę. Kobieta stała w korytarzu i patrzyła prosto na Wiśniewskiego. Po sekundzie podeszła do drzwi, otworzyła je i wpadła do sali tak gwałtownie, że młody asystent podskoczył.
– Pani Anno, proszę nie podpisywać! – wykrzyknęła. – To on dzisiaj w kawiarni mówił, że po pani podpisie zostaną pani same długi. Zapanowała cisza.
Lila wskazała palcem na Wiśniewskiego. – Słyszałam. Siedział na werandzie. Mówił o pani, o tej firmie.
Przedsiębiorca pobladł. – Kto ją tu wpuścił? – Wezwijcie ochronę natychmiast – rzucił do sekretarki. Anna przeniosła wzrok na męża.
Michał nie zapytał, kim jest ta kobieta. Nie zdziwił się, że zna imię żony. Nie zażądał wyjaśnień, skąd zna nazwę firmy. Powiedział coś innego:
– Anno, nawet nie myśl, żeby traktować te bzdury poważnie.
Podpisuj. Potem się tym zajmiemy. Właśnie te słowa zaniepokoiły ją najbardziej. Lila cofnęła się w stronę drzwi.
W korytarzu pojawił się już ochroniarz. – Powiedziałam, co słyszałam. Nic więcej mi nie trzeba. – Proszę zaczekać – rozkazała Anna.
– Co dokładnie pani słyszała? Ale kobieta przestraszyła się na dobre. Odwróciła się i wybiegła. – Piotrze!
– krzyknęła Anna. – Dogonić ją. Wróciła do sali konferencyjnej. Wiśniewski stał przy oknie.
– To już przesada. Przyjeżdżam omawiać poważny kontrakt, a muszę wysłuchiwać oskarżeń jakiejś żebraczki z rynku. – Nazwała pańskie nazwisko i firmę. Naprawdę uważa pan to za dowód?
– Nie. Dlatego chcę zrozumieć, co się stało. Michał wziął teczkę i otworzył przed żoną. – Anno, wystarczy.
Kobieta usłyszała dwa słowa obok kawiarni i wymyśliła resztę. Zerwiemy transakcję z powodu bzdury. – Skąd wiesz, że ona słyszała coś obok kawiarni? – zapytała Anna.
Michał zamilkł. Wiśniewski spojrzał na zegarek. – Mam dzisiaj inne spotkanie. Kończymy teraz.
W przeciwnym razie nie obiecuję poprzednich warunków. Anna zamknęła dokument. – Dzisiaj podpisu nie będzie. – Na serio?
– Michał gwałtownie odwrócił się do niej. – Sprawdzę papiery jeszcze raz. – Już je sprawdzano. – Drugi raz nie zaszkodzi.
Wiśniewski wstał. – Do jutra czekam na odpowiedź. Wyszedł ze swoimi ludźmi. Ledwo drzwi się zamknęły, Michał podszedł do Anny.
– Rozumiesz, co zrobiłaś? Poniżyłaś człowieka, który jest gotów dać firmie pieniądze. – Nikogo nie poniżyłam. Może odejść.
A pensję za miesiąc czym zapłacisz? – Aż tak źle jest? Mąż odwrócił wzrok. – Tłumaczę ci od trzech miesięcy.
– Mówiłeś o napiętym okresie. Nie o tym, że za miesiąc nie będzie czym płacić ludziom. W korytarzu pojawił się Piotr. Pokręcił głową.
– Nie znalazłem jej. Wybiegła na ulicę, skręciła za róg. Kamery pokazują, jak wyszła. Dalej widok się urywa.
Lila mogła wyjaśnić, kogo słyszała obok Wiśniewskiego. Teraz pozostało tylko jej ostrzeżenie. Anna zamówiła skan całego kompletu dokumentów i wysłała go Markowi Nowakowi, nie mówiąc o tym mężowi. Po trzydziestu minutach prawnik oddzwonił.
– Główny tekst jest prawie taki sam. Najważniejsze zmienili w załącznikach. Pojawił się obowiązkowy podwykonawca „Granit” z dużą zaliczką. Dodano zabezpieczenie, zmieniono terminy, a kary są teraz związane z harmonogramem podwykonawców.
– Czy to legalne? – Tak. Ale konstrukcja jest niebezpieczna. I jeszcze jedno: Michał powiedział pani, że sprawdziłem dzisiejszy komplet.
To nieprawda. Ostatni plik otrzymałem trzy dni temu, wcześniejszy. Jeśli mąż twierdził inaczej, mamy problem poważniejszy niż zła umowa. Połączenie zostało przerwane.
Do gabinetu wszedł Michał z typowym uśmiechem. – No i co? Ochłonęłaś? Rozmawiałem z Wiśniewskim.
Jeśli rano potwierdzimy transakcję, nie zmieni warunków. – Świetnie. – Czyli podpisujemy. – Jutro zadecydujemy.
Michał dotknął jej ramienia. – No właśnie. Nie trzeba rujnować interesów z powodu przypadkowych słów. Anna nic nie odpowiedziała.
Po raz pierwszy od prawie dziesięciu lat małżeństwa patrzyła na męża i nie myślała o tym, czy można mu ufać. Myślała o tym, dlaczego Michał skłamał, że prawnik widział dokument, pod którym tak bardzo ją pospieszał. Rano przyjechała do biura wcześniej niż zwykle. W recepcji dyrektora handlowego paliło się światło.
Za stołem siedziała Zuzanna, dwudziestoczteroletnia sekretarka Michała. Na widok szefowej szybko zamknęła jakieś okno na monitorze. – Dzień dobry, pani Anno. – Dzień dobry.
Proszę przekazać mojemu mężowi, że będę zajęta z panem Markiem Nowakiem. – A spotkanie z panem Wiśniewskim dzisiaj będzie? Anna zatrzymała się. – Dlaczego panią to interesuje?
– Michał prosił o przygotowanie sali konferencyjnej, jeśli potwierdzi pani podpisanie. – Na razie niczego nie przygotowujcie. Wcześniej sekretarka męża nigdy nie interesowała się decyzjami dyrektora generalnego. Marek czekał w gabinecie.
Przed nim leżały dwa wydruki umowy poprzetykane zakładkami. – Porównałem wersję linia po linii. Tekst główny prawie się nie zmienił. Pułapka jest w załącznikach.
Badpol przyjmuje zobowiązanie do współpracy z góry zatwierdzonymi podwykonawcami. Największym jest „Granit”. Przelewamy im zaliczkę jeszcze przed wejściem na plac budowy. A terminy naszej firmy zależą bezpośrednio od ich dostaw.
Jeśli opóźnią materiały, odpowiedzialność wobec inwestora ponosimy my. Kary są poważne, do tego zabezpieczenie. – Co wiadomo o „Granicie”? – Firma istnieje osiem miesięcy.
Założyciel i dyrektor Tomasz Zieliński, czterdzieści cztery lata. Bezpośredni związek z Wiśniewskim na razie niewidoczny. Z Michałem sprawdzam. Do gabinetu weszła dyrektorka finansowa, Katarzyna Wróbel.
– Potrzebuję wykazu kontrahentów, których Michał ściągnął w ciągu ostatniego roku. Osobno „Granit”. Katarzyna zdziwiła się. – Już z nimi pracowaliśmy.
Pierwsza umowa była wiosną, potem jeszcze dwie. Kwoty mieściły się w zakresie uprawnień dyrektora handlowego. – Za co płacili? – Materiały, specjalistyczny sprzęt, drogi dojazdowe.
– Proszę sprawdzić protokoły odbioru. I na razie nikomu nie mówić, zwłaszcza panu Michałowi. Po południu Katarzyna wróciła z grubą teczką. – Nie podoba mi się to, co znalazłam.
W dwóch umowach z „Granitem” ceny są wyższe niż zwykle, około o jedną czwartą. A trzecia płatność jest najgorsza. Przelaliśmy im pieniądze za tymczasową drogę w pobliżu osiedla południowego. Tam pracowała firma Drogtech.
Drogtech dostał zapłatę za cały zakres. Osiem dni później Michał podpisał jeszcze jeden dokument z „Granitem” na część tych samych prac. – Może był dodatkowy odcinek? – Zadzwoniłam do kierownika budowy pod pretekstem kwartalnej weryfikacji.
Twierdzi, że innych podwykonawców tam nie było. Marek wziął protokół. – Podpis dyrektora technicznego zeskanowany. Oryginału brak.
– Kto zatwierdził płatność? – Michał. Zgodnie z wewnętrznym limitem miał prawo. – Kto przyniósł dokumenty?
Katarzyna przewertowała dziennik. – Odbiorcą paczki była Zuzanna. Nazwisko sekretarki stanęło obok „Granitu”. Anna wezwała dziewczynę.
– Zuzanno, pamięta pani protokół odbioru drogi przy osiedlu południowym? – Nie. Mamy dużo papierów. – Rejestrowała pani ten dokument.
Kto przyniósł oryginały? Zuzanna wyraźnie się zdenerwowała. – Chyba kurier. – W dzienniku jest zapisane, że paczkę otrzymała pani osobiście.
– To było kilka miesięcy temu. Chyba pan Michał sam dał mi teczkę. – Dobrze, może pani iść. I proszę nie omawiać naszej rozmowy z mężem.
Po piętnastu minutach Michał pojawił się u Anny. – Po co przesłuchujesz moją sekretarkę? – Szybko ci to powiedziała. Zamilkł.
– Poprosiłam ją, żeby ci nic nie mówiła. Nie mogła powiadomić szefa, że rozpoczęłam kontrolę? – Czyli jednak powiadomiła. – Sprawdzam płatność za pracę, której chyba nie wykonano.
– Był tam dodatkowy sprzęt. Kierownik budowy połowy nie pamięta. – Oryginału aktu nie ma. – Zajmę się tym.
– Nie trzeba. Zajmują się inni. – Nie ufasz mi? – Teraz ufam dokumentom.
Michał wyszedł, trzaskając drzwiami. Wieczorem Marek przyniósł nowe informacje. – Znalazłem Zielińskiego. Uczył się z Michałem na tym samym uniwersytecie.
Ten sam rocznik, ta sama specjalność. I jeszcze coś: siedem lat temu Zieliński próbował wejść do naszej firmy jako podwykonawca. Odmówił pani ojciec. Anna spojrzała na starą ofertę handlową.
Na dole widniała adnotacja Jana Kowalskiego: „Nie współpracować. Ofertę odrzucić”. Drzwi uchyliły się. W progu stanęła Zuzanna.
– Przepraszam. Czy pan Michał wyszedł? – Nie wiem. – Prosił, żebym czekała.
Z jej teczki wysunęła się biała koperta. Anna zdążyła zobaczyć napis na przedniej stronie: „Zuzanna – na mieszkanie”. Pismo Michała rozpoznała od razu. – Co to?
– zapytała. – Nic. Prywatne. – Na niej ręką mojego męża napisano „Zuzanna – na mieszkanie”.
Sekretarka odwróciła wzrok. – Pan Michał obiecał pomóc z mieszkaniem. Doradził dobrego dewelopera. – Proszę pokazać, co jest w środku.
– Nie jestem zobowiązana. – Nie jest pani. Ale jeśli tam naprawdę jest zwykła oferta dewelopera, nie rozumiem, dlaczego tak bardzo stara się ją pani ukryć. Zuzanna gwałtownie wyciągnęła zawartość.
W kopercie leżała ulotka kompleksu mieszkalnego i wydruk rezerwacji jednopokojowego mieszkania. Anna przejrzała stronę. W rubryce nabywcy stała kreska. Termin pierwszej dużej wpłaty wypadał około dwa tygodnie po przewidywanym zawarciu transakcji z Wiśniewskim.
– Z jakich pieniędzy ma być wpłacona pierwsza rata? – Z moich. – Dlaczego więc termin jest związany z okresem po transakcji? – Tak ustalił deweloper.
– Zuzanno, spotyka się pani z moim mężem? Dziewczyna odsunęła się. – Co? Nie, oczywiście.
Michał jest moim szefem. Marek wtrącił się:
– Wysyłała pani coś Tomaszowi Zielińskiemu? – Nie pamiętam nazwiska. – Firma „Granit”.
– Może dużo rzeczy wysyłam. Z poczty służbowej. – A z osobistej? – Po co miałabym używać osobistej poczty do pracy?
– Jutro specjaliści pobiorą służbową korespondencję w ustalonym trybie – powiedziała Anna. Zuzanna wstała. – Mogę iść? – Tak.
Przy drzwiach zatrzymała się. – Pani Anno, rozumiem, dlaczego jest pani zła. Ale pani się myli co do mnie. – Jeszcze nic o pani nie zdecydowałam.
Zuzanna wyszła zbyt pospiesznie. Anna podeszła do szklanej przegrody. Sekretarka szybko wyjęła telefon i napisała wiadomość. Po chwili na stole Anny zawibrowała komórka.
Michał pisał: „Zuzannę już puściłem. Musimy porozmawiać w domu”. Nie mógł wiedzieć, że sekretarka wciąż była w biurze, jeśli nie kontaktował się z nią kilka minut wcześniej. Stanowisko pracy Zuzanny było już puste.
Została tylko filiżanka niedopitej kawy. Przy kolacji Michał mówił tak, jakby w firmie nie zaszło nic poważnego. Anna odpowiadała krótko. – Cały wieczór milczysz – zauważył.
– Znowu myślisz o transakcji? – Myślę o firmie. – W takim razie trzeba się zgodzić. Za miesiąc sama zobaczysz, że miałem rację.
I po co dzisiaj czepiałaś się Zuzanny? – Rejestrowała dokumenty „Granitu”. – To jej praca. – Naprawdę pomogłeś jej zarezerwować mieszkanie?
– Tak. U dewelopera pracuje znajomy. – Osobiście nosisz sekretarce ulotki z napisem „na mieszkanie”? – Anno, masz mało problemów w firmie.
Teraz jeszcze zazdrość. – Nie jestem zazdrosna. Jeśli nie jest związana z „Granitem”, zostawię ją w spokoju. – Przewracasz cały biurowiec do góry nogami z powodu jednej wątpliwej płatności.
– Z powodu kilku. Michał odsunął talerz. – Jutro się dowiem. Następnego ranka Zuzanny nie było.
Zadzwoniła do działu kadr, że źle się czuje. Michał też się spóźniał. Marek przyszedł z kierownikiem działu IT. Specjalista otworzył archiwum służbowej skrzynki Zuzanny.
Wyszukiwanie po słowie „Granit” ujawniło usunięty wątek. Kopie na serwerze się zachowały. Zuzanna kilka razy wysyłała Tomaszowi Zielińskiemu tabele Badpolu. Prawie wszędzie widniał ten sam dopisek: „na polecenie pana Michała”.
Pierwszy załącznik zawierał listę aktywnych klientów z wolumenami kontraktów i terminami. W drugim porównano ceny Badpolu i „Granitu”. W trzecim obok kilku klientów widniały adnotacje: „gotów przejść”, „omówić po uruchomieniu”. Wezwana Katarzyna przeczytała tabelę.
– Tych dwóch klientów Michał sam odmówił przedłużenia wiosną. Powiedział, że nie mamy mocy przerobowych. – Dokąd poszli? – Jeden już pracuje z „Granitem”.
Drugi prowadzi z nimi negocjacje. W tym momencie drzwi otworzyły się. Wszedł Michał. Widząc archiwum na monitorze, zatrzymał się.
– Co tu się dzieje? – Wewnętrzna kontrola. – Czytasz pocztę mojej sekretarki? – Służbową.
W ramach uprawnień dyrektora generalnego. – Całkiem oszalałaś? Anna obróciła do niego ekran. – Dlaczego Zuzanna wysyłała Zielińskiemu naszą bazę klientów na twoje polecenie?
– Do obliczeń nowego projektu. – Tam są firmy, które nie mają z nim nic wspólnego. Co oznacza „gotów przejść”? – Nie sporządzałem tej tabeli.
Ale Zuzanna napisała, że wykonywała twoje polecenie. – Mogła pomylić plik. Jeszcze wczoraj bronił dziewczyny. Teraz przy pierwszej oznace niebezpieczeństwa obarczył ją winą.
– Wyjdź – powiedziała Anna. – Jestem dyrektorem handlowym. – Teraz cię to nie dotyczy. Do południa Katarzyna przyniosła raport.
Z siedmiu klientów, których dział handlowy odmówił w ostatnich miesiącach, trzech wkrótce podpisało umowy z „Granitem”. Dwóch innych otrzymało ofertę Zielińskiego niemal natychmiast po negocjacjach z Badpolem. Marek wrócił do starej oferty sprzed siedmiu lat. Jan Kowalski rzadko umieszczał adnotacje bez wyjaśnienia.
Napisał tylko: „Nie współpracować. Odrzucić”. Po południu Anna pojechała do matki. Teresa Kowalska zaprowadziła ją do dawnego gabinetu męża.
W dolnej szafce zachowały się pudełka z dokumentami. W starym zapisie widniało nazwisko: Zieliński. „Michał znowu przyprowadził. Sprawdzić kosztorysy”.
Na następnej stronie: „zawyżenie w trzech pozycjach. Nie podpisywać sam. Porozmawiać osobno”. – Mamo, pamiętasz, co wtedy się stało?
– Michał przyprowadził znajomego podwykonawcę. Twój ojciec sprawdził obliczenia i wykrył zawyżenie. Jan nie chciał ingerować w wasze małżeństwo. Wycofał się, Zieliński zniknął.
Ale raz ojciec powiedział mi: „Zięć zbyt mocno chce decydować, dokąd idą pieniądze, które do niego nie należą”. W pudełku leżała też cienka teczka sprzed ośmiu lat. Michał proponował utworzenie oddzielnej firmy do podwykonawstwa dla Badpolu. Wśród potencjalnych uczestników figurował Tomasz Zieliński.
Michała nie było wśród właścicieli – właśnie to zaniepokoiło ojca. Dlatego odmówił mu udziałów. Przed wyjazdem Anna zadzwoniła do przyjaciółki Ewy. – W małżeństwie chyba wszystko jest dużo gorzej, niż się wydawało.
– Jesteś pewna co do Michała? – Co do tego, że kłamie – już tak. – W takim razie nie rób awantury przed czasem. Jeśli coś ukrywa, niech myśli, że wiesz mniej.
Anna chciała natychmiast zażądać od męża odpowiedzi, ale jedna emocjonalna scena mogła ostrzec Zielińskiego i Wiśniewskiego. Najgorsze było to, że cały czas uważała Michała za człowieka, który po ojcu chroni firmę. Tymczasem ojciec chronił ją przed nim. Do domu wróciła około dziewiątej.
Michał czekał w salonie. – Gdzie byłaś? – U mamy. – Rozmawiałem z Wiśniewskim.
Jest gotów zmniejszyć kary i zaliczkę dla „Granitu”. – W takim razie mam warunek wzajemny. „Granit” całkowicie wykluczamy. – Po co?
– Nie podoba mi się ten podwykonawca. – Wiśniewski się nie zgodzi. – To transakcji nie będzie. – Jesteś gotowa stracić finansowanie z powodu nazwy w tabeli?
– Z powodu trzech byłych klientów Badpolu, którzy przeszli do Zielińskiego po decyzjach twojego działu. Michał zamilkł. – Grzebiesz we wszystkim. – To moja firma.
– Nasza. – W sensie prawnym – nie. Mąż zmienił wyraz twarzy. – Tak teraz mówisz.
Dziesięć lat haruję tu, a ty wciąż powtarzasz „moja firma”. – To wyjaśnij, po co oddawałeś bazę klientów Zielińskiemu. – Nic mu nie oddawałem. Są maile.
Zuzanna mogła pomylić adresata. – Drugi raz w ciągu dnia próbujesz zrzucić wszystko na nią. Rano Michał wyjechał wcześniej niż żona. W biurze Annę powitał szef służby ochrony.
– Wczoraj prosiła pani o sprawdzenie ruchu po piętrze. Jest jedna sprawa. Na nagraniu z parkingu Zuzanna wyszła z windy i została przy kolumnie. Po kilku minutach pojawił się Michał.
Dziewczyna podeszła do niego, objął ją, potem pocałował. Anna patrzyła na ekran w milczeniu. – Dalej włączyć? – zapytał pracownik.
– Nie. Proszę zostawić nagranie w zwykłym archiwum. Nie zamierzała zamieniać służby ochrony w broń osobistej zemsty. Rok i pół obok niej istniało inne życie męża, a kochanka codziennie siedziała kilka metrów od jej gabinetu i spokojnie witała ją rano.
Lecz zdrada wydawała się teraz tylko częścią znacznie większej zdrady. Marek wszedł z wydrukiem. – Znalazł pan plik, który powinna pani zobaczyć. Zuzanna otrzymała go od Zielińskiego miesiąc temu, potem przesłała Michałowi.
Oba maile usunięto. Dokument nazywał się „Wstępna struktura po uruchomieniu projektu”. Opisywał przyszły podział udziałów w „Granicie”. Zieliński zachowywał część.
Kolejny pakiet przeznaczono dla struktury Wiśniewskiego. Naprzeciw trzeciego udziału stało: A. B. D.
, 35%. – Inicjały jeszcze niczego nie dowodzą – powiedziała Anna. – Dlatego sprawdziłem korespondencję. – Marek położył kolejną kartkę.
– Krótki list Zielińskiego do Michała: „Twoje 35 zostawiamy, jak ustaliliśmy. Po podpisie Anny uruchamiamy drugi etap”. Anna doczytała zdanie do końca. Michał osłabiał Badpol nie dla cudzego zarobku.
Przygotowywał sobie udział w firmie, do której zamierzał zabrać pieniądze, klientów i przyszłość biznesu własnej żony. Nie wezwała go na rozmowę. Poprosiła Marka o zachowanie korespondencji, a Katarzynę o przygotowanie nowych limitów płatności. Potem zadzwoniła do męża.
– Spotkajmy się jeszcze raz z Wiśniewskim. W słuchawce zapanowała krótka cisza. – Zgadzasz się? Jestem gotowa rozmawiać.
Głos Michała od razu złagodniał. – Wiedziałem, że się uspokoisz. Kiedy? – Jutro po obiedzie.
Zorganizuję. Po kilku minutach stał już przy biurku Zuzanny. Dziewczyna słuchała go z uśmiechem. Widząc Annę za szklaną przegrodą, oboje natychmiast spoważnieli.
Po obiedzie Anna pojechała do Stefana Wiśniewskiego, ojca Michała. Teść miał sześćdziesiąt osiem lat. Położyła przed nim wydruk z nazwiskiem Zielińskiego. – Zna go pan?
– On i Michał uczyli się razem. Kilka lat temu znowu zaczęli się kontaktować, a Michał mówi mi, że prawie go nie zna. Czyli kłamie. – Czy syn skarżył się na swoje położenie w firmie?
– Mówił, że to przykre tyle lat pracować i pozostawać mężem szefowej. Radziłem, żeby założył coś swojego. Zeszłej zimy odpowiedział: „Głupio zaczynać od zera, kiedy obok wszystko jest już gotowe”. Anna opowiedziała o wątpliwych płatnościach.
Żegnając ją, teść powiedział:
– Jeśli okaże się, że maczał palce w pieniądzach firmy, nie kryj go dla mnie. – Nie będę. Następnego ranka Katarzyna przyniosła raport o czterech płatnościach dla „Granitu”. W dwóch widać zawyżenie, jedna dubluje opłacone prace.
W jeszcze jednej cena była wyższa od rynkowej o prawie jedną trzecią. Kwota okazała się ogromna. – Zachowujemy oryginały – ostrzegł Marek. – Ustalimy możliwą szkodę i przekażemy materiały adwokatowi.
Kwalifikację prawną określą właściwe organy. Na godzinę przed negocjacjami Anna podpisała zarządzenie: Michał stracił możliwość samodzielnego zatwierdzania znaczących płatności, a wcześniej wydane mu pełnomocnictwa zostały wycofane. Około czternastej Zuzanna przyniosła do sali konferencyjnej wodę i nowe egzemplarze umowy. – Proszę zostać – powiedziała Anna.
– Po co? – wtrącił się Michał. – Ona jest sekretarką. – No właśnie.
Zobaczymy, czym ograniczały się jej obowiązki. W sali pojawił się Wiśniewski. – Cieszę się, że zdrowy rozsądek zwyciężył. Michał przysunął żonie teczkę.
– Zaliczka dla „Granitu” zmniejszona, kary złagodzone. Anna przewróciła kilka stron. – Zieliński pozostaje obowiązkowym podwykonawcą. – Zapewnia wymagane wolumeny – odparł Wiśniewski.
– Czym? „Granit” ma niewielką załogę i mało własnego sprzętu. Po co przelewać dużą zaliczkę pośrednikowi? Uśmiech zniknął z twarzy przedsiębiorcy.
– To zwykła praktyka gospodarcza. – Dla mnie już nie. – Zaczynamy wszystko od nowa? – zirytował się Michał.
– Nie. Teraz kończymy. Anna wyjęła kopię decyzji ojca sprzed siedmiu lat. – Zieliński już próbował wejść do Badpolu.
Jan Kowalski odmówił po sprawdzeniu kosztorysów. Teraz ten człowiek otrzymuje nasze pieniądze, klientów i wewnętrzne tabele. – Stare historie nie mają związku z projektem – odparł mąż. – Mają.
Ustaliłam, kto miał otrzymać udział w „Granicie” po moim podpisie. – Inicjały mogą być czyjekolwiek. – Zgadzam się. Anna położyła przed nim list Zielińskiego: „Twoje 35 zostawiamy, jak ustaliliśmy.
Po podpisie Anny uruchamiamy drugi etap”. Ciszę przerwał Wiśniewski. – Nie mam nic wspólnego z tą korespondencją. – Dobrze.
To po co mnie pan tu zaprosił? – Aby osobiście poinformować: umowy nie będzie. Wiśniewski gwałtownie wstał. – Rozmowa skończona.
Przy drzwiach rzucił do Michała:
– Radź sobie sam. Kiedy drzwi się zamknęły, Michał wpadł w furię. – Rozumiesz, co zrobiłaś? Zatrzymałaś projekt, po którym obiecali ci jedną trzecią cudzej firmy.
– Nie cudzej. Zamierzałeś rozwijać nowy kierunek w tajemnicy przede mną. – Twój ojciec tak wszystko urządził, żebym na zawsze pozostał najemnym pracownikiem. Zuzanna skierowała się do wyjścia.
– Proszę zostać – powiedziała Anna. – Ona nie ma z tym nic wspólnego – sprzeciwił się Michał. – Ciekawe. Rano byłeś gotów zrzucić na nią wyciek plików.
Marek wszedł z Katarzyną. – Panie Michale – zaczął prawnik – informuję, że część pełnomocnictw została odwołana. Wewnętrzne limity zmienione. Znaczących operacji finansowych bez dodatkowego uzgodnienia nie może pan już przeprowadzać.
Mąż spojrzał na żonę. – Postanowiłaś mnie wyrzucić z firmy. – Teraz chronię majątek firmy. Przede mną?
– Tak. Roześmiał się. – Naprawdę myślisz, że sama wszystko zbudowałaś? Twój tata oddał ci gotowy biznes, a ja przez dziesięć lat go ciągnąłem.
Katarzyna rozłożyła raport. – Trzech klientów po odmowie naszego działu handlowego przeszło do „Granitu”. – Zbieg okoliczności. – A wewnętrzne ceny Zieliński też poznał przypadkiem?
Michał podszedł do stołu. – Postanowiłaś mnie zniszczyć? – Nie. Sam to zrobiłeś.
Spojrzał na Zuzannę. Anna zobaczyła ten sam strach, który zauważyła na nagraniu z parkingu. – I jeszcze jedno. Wiem, jakie są wasze relacje.
Sekretarka zastygła. – Co ty mówisz? – zapytał mąż. – Wczoraj kamera na parkingu nagrała wasz pocałunek.
Zuzanna zakryła usta dłonią. Michał po raz pierwszy nie znalazł natychmiastowej odpowiedzi. – Prawie rok – szepnęła sekretarka. – Kazałem ci milczeć – rzucił Michał.
Dziewczyna drgnęła, po czym niespodziewanie podniosła głos:
– Dlaczego? I tak zamierzałeś od niej odejść po transakcji? Zapadła cisza. – Po transakcji zamierzałeś odejść?
– zapytała Anna. Zrozumiał, że zaprzeczanie jest bezcelowe. – Tak. I mieszkanie jej kupić?
– Pomóc. – Za jakie pieniądze? – Za swoje. Michał uderzył dłonią w stół.
– Przez dziesięć lat żyłem obok kobiety, która uważała wszystko za swoje. Byłem dla ciebie pracownikiem z obrączką na palcu. – Byłeś moim mężem, dopóki nie postanowiłeś ukraść mi przyszłości. Ojciec nie bez powodu odmówił ci udziałów.
– Nie waż się go w to wplątywać. – On rozpoznał cię wcześniej niż ja. – Jeszcze pożałujesz. – Groźby są zbędne – wtrącił Marek.
Michał chwycił marynarkę. – Idziemy – rzucił do Zuzanny. – Dokąd? Ze mną?
– Pięć minut temu próbowałeś zrzucić na mnie swoją korespondencję. Dla ciebie nigdy nie ma czasu, gdy trzeba odpowiadać. Michał przeklął i wyszedł sam. Zuzanna zapłakała.
– Nie wiedziałam o tych udziałach. – Potrzebuję nie przysiąg, lecz dokumentów. Proszę przypomnieć sobie wszystkie polecenia Michała. – Kilka razy dawał mi zamknięte koperty dla Zielińskiego.
Była umowa wiosną. Pan Michał zabrał oryginał po rejestracji z „Granitem”. – Co to za umowa? – Ramowa.
A potem dodatkowe porozumienie. Widziałam tylko pierwszą stronę. Było tam coś o prawie pierwszeństwa albo wyłączności. Michał kazał mi zachować kopię w ogólnym folderze.
W elektronicznym archiwum umowa ramowa rzeczywiście się znalazła. Dodatkowego porozumienia nie było. Katarzyna podniosła dziennik rejestracji. – Oto numer załącznika.
Istniał. – Gdzie oryginał? – zapytała Anna. Zuzanna pobladła.
– Michał zabrał. Wieczorem Anna przekazała zebrane materiały adwokatowi. Około jedenastej zadzwonił Stefan Wiśniewski. – Był u mnie.
Krzyczał, że wszyscy uważali go za nikogo. Potem powiedział coś dziwnego: „Niech się cieszą, że zerwali z Wiśniewskim. Oni nawet nie rozumieją, że najważniejsze już zostało podpisane”. Anna natychmiast wezwała Marka.
Tuż przed północą prawnik znalazł link do brakującego załącznika. Dokument nazywał się: „Ekskluzywny wykonawca dla grupy kontraktów”. Michał mógł już oddać „Granitowi” część zamówień Badpolu. Telefon Anny zawibrował.
Wiadomość przyszła z nieznanego numeru. Zdjęcie pierwszej strony umowy. Poniżej jeden wiersz: „Szukacie tego? Zapytajcie męża.
Komu teraz należą wasze najlepsze zamówienia? ”
Na dole widniał podpis Michała, a obok pieczęć „Granitu”. Rano Marek czekał w gabinecie. – Podpis wygląda na prawdziwy.
Pieczęć też. Numer zgadza się z dziennikiem. Dyrektor handlowy nie miał prawa bez zgody dyrektora generalnego przekazywać zewnętrznej organizacji wyłącznych praw do znaczącej grupy zamówień. Jeśli w załączniku wymieniono duże kontrakty, Michał wyszedł poza zakres uprawnień.
Telefon Anny zadzwonił. Tomasz Zieliński. – Myślę, że musimy się spotkać. – To pan wysłał zdjęcie?
– Ja. Bo Wiśniewski dał do zrozumienia, że zostanę na lodzie. A na to się nie pisałem. Spotkanie odbyło się w gabinecie adwokata.
Zieliński przyniósł teczkę. – Nie zamierzam udawać niewiniątka. Ale części tego, co Michał zaplanował, dowiedziałem się już po pierwszych umowach. – Klientów zabieraliście nam świadomie.
– Tak. Ceny znaliście z naszych wewnętrznych tabel. Zieliński zamilkł. W teczce leżało to samo dodatkowe porozumienie.
W załączniku figurowało sześciu klientów Badpolu. „Granit” otrzymywał prawo pierwszeństwa do nowych wolumenów. W dwóch pozycjach przewidywano przekazanie części już uzgodnionych zamówień. – On to podpisał trzy miesiące temu – powiedział Zieliński.
– Michał mówił, że pani jest w to zaangażowana. – I pan uwierzył. – Opłacało mi się wierzyć. Obok położył wydruki wiadomości.
Po transakcji z Wiśniewskim Michał liczył na udział w „Granicie”. Klientów Badpolu planowano przenosić stopniowo, żeby spadek obrotów wyglądał naturalnie. Osobno wspomniano o mieszkaniu Zuzanny: „Po zakończeniu transakcji załatwię sprawę pierwszej wpłaty. Niech czeka”.
Tego samego dnia adwokat przygotował dokumenty do zaskarżenia dodatkowego porozumienia. Materiały dotyczące fikcyjnych aktów przekazano organom ścigania. Michał pojawił się wieczorem. Wszedł do gabinetu bez dawnej pewności siebie.
– Zieliński był u ciebie? – Był. – Zdrajca. On wszystko zrzuci na mnie.
– Ciekawe słowo z twoich ust. – Anno, posłuchaj. Możemy się zatrzymać. Zrezygnuję z „Granitu”.
Wycofam się ze wszystkich ustaleń. Nie zgłaszasz roszczeń, spokojnie się rozwodzimy. – Czyli przyznajesz, że zamierzałeś odejść? – Już mówiłem.
– A firmę zamierzałeś zostawić mi po tym, jak wyciągniesz z niej klientów i pieniądze? – Chciałem otrzymać swoje. – Twoje było to, co zarobiłeś. Pensja, premie, wspólny majątek.
Biznes mojego ojca nigdy nie był twój. – Przez dziesięć lat harowałem. Mogłem odejść w każdej chwili, stworzyć własną firmę, kupić udziały. Mogłeś zaproponować mi uczciwą transakcję.
Wybrałeś co innego. Michał po raz pierwszy mówił ciszej. – Twój ojciec nigdy by na to nie pozwolił. – Ojciec umarł.
Ja decydowałam. Ale ty nawet nie zapytałeś. Spojrzał na nią i zrozumiał, że dawnej Anny, którą można było przekonać pilnością, strachem i słowami o rodzinie, już nie ma. – Jutro otrzymasz dokumenty od mojego pełnomocnika – powiedziała.
– Rozwodem zajmuje się adwokat. W sprawach służbowych komunikujemy się tylko pisemnie. – Pożałujesz. – To zdanie już słyszałam.
Wyszedł, nie trzaskając drzwiami. Zuzanna pojawiła się następnego dnia z wnioskiem o zwolnienie. – Rozumiem, że tu już pracować nie mogę. – Najpierw przekaże pani sprawy i złoży pisemne wyjaśnienia dotyczące dokumentów.
– Michał powiedział, że z mojego powodu wszystko się zawaliło. – A mieszkanie? – Jakie teraz mieszkanie? Mówił, że po transakcji wyjedziemy na miesiąc, potem się rozwiedzie.
Wiedziała pani, że wywodzi klientów? – Nie wiedziałam. Myślałam, że potem się dogadacie. – Wygodnie było tak myśleć.
Po tygodniu Michał oficjalnie przestał pracować w Badpolu. Dostępy zablokowano, dokumenty przekazano komisji. Wiśniewski przysłał suche pismo o zerwaniu negocjacji i próbował przedstawić to jako zwykłe rozbieżności handlowe. Kilku partnerów odmówiło wejścia w jego projekty do czasu zakończenia sporów.
Po kilku miesiącach sąd uznał sporne postanowienia dodatkowego porozumienia za nieważne. „Granit” nie zabrał najlepszych zamówień. Część przelanych środków Badpol odzyskał. W pozostałych sprawach postępowania trwały.
Anna nie budowała życia wokół oczekiwania na czyjeś ukaranie. Początkowo firmie było ciężko. Musiała zrezygnować z dużego projektu Wiśniewskiego, zrewidować wydatki i osobiście spotykać się z klientami. – Myśleliśmy, że sama pani zdecydowała się wycofać z rynku – powiedział jeden z nich.
– Kto panu to powiedział? – Michał zapewniał, że Badpol będzie stopniowo ograniczać działalność. Mąż nie ratował firmy przed kryzysem. Sam stwarzał pozory jej upadku.
Katarzyna przebudowała kontrolę finansową. Marek dopilnował, żeby żadna duża umowa nie przechodziła bez podwójnej weryfikacji. Po pół roku obrót jeszcze nie wrócił do poprzedniego poziomu. Ale zyski przestały rozpływać się w dziwnych płatnościach.
Kilka tygodni po odejściu Michała Anna zebrała kierowników działów. – Firma miała problemy z wewnętrzną kontrolą. Wykryliśmy je i naprawiamy. Będziemy pracować dalej.
Ludzie czekali na głośne wyznania, ale nie nastąpiły. Dla Anny było to ważne. Badpol nie powinien stać się miejscem, gdzie omawia się jej rozwód. Później Katarzyna przyznała:
– Wielu obawiało się, że po odejściu Michała wszystko się rozpadnie.
Ja też się bałam. Teraz już nikt się nie boi. Ta krótka rozmowa okazała się dla Anny ważniejsza niż dziesiątki gratulacji. Po raz pierwszy poczuła, że przedsiębiorstwo przestało być dziedzictwem, które trzeba tylko utrzymać.
To był biznes, za który odpowiadała sama. Maja przyjechała do matki na kilka dni po sesji. – Michał dzwonił do mnie – powiedziała córka. – Po co?
– Żebym ci wytłumaczyła, że wszystko zrujnowałaś. – I co odpowiedziałaś? – Że dorośli ludzie sami odpowiadają za to, co robią. – Nie chcę, żebyś wybierała między nami.
– Mamo, on nie jest moim ojcem. Ale kochałam go jak bliską osobę. Dlatego mnie też boli. Długo siedziały w kuchni, rozmawiając o najzwyklejszych rzeczach.
I właśnie ta zwykłość okazała się zbawienna. Rozwód zakończył się bez pojednania. Wspólnie nabyty majątek podzielono zgodnie z prawem. Kontrola nad Badpolem pozostała u Anny.
Michał otrzymał to, co rzeczywiście stanowiło jego udział we wspólnym majątku rodzinnym. Ale firmy, dla której zrujnował małżeństwo, nie dostał. Pewnego razu Stefan Wiśniewski zadzwonił do byłej synowej. – Anno, nie chowaj do mnie złości za syna.
Nie odpowiadasz za niego. On prawie ze mną nie rozmawia. Może kiedyś zrozumie. Wiosną Anna przyjechała do biura o ósmej rano.
Katarzyna położyła przed nią raport za kwartał. – Proszę spojrzeć na ostatnią linijkę. Zysk okazał się wyższy niż rok temu, przed rozpoczęciem kryzysu. – Przy mniejszym obrocie?
– Bez „Granitu”, zbędnych pośredników i dziwnych podwykonawców. Marek zajrzał do gabinetu. – Nowa umowa gotowa. Wszystkie załączniki sprawdzone.
Anna otworzyła teczkę. Przed podpisaniem przeczytała każdą stronę. Kiedyś wydawało jej się, że zaufanie oznacza możliwość niesprawdzania bliskiej osoby. Teraz znała cenę takiego błędu.
Za oknem zaczynał się zwykły dzień pracy. Pracownicy wchodzili do biura, telefony dzwoniły. Anna złożyła podpis, tym razem pod umową, która rzeczywiście działała na korzyść jej firmy, a nie przeciwko niej. Zamknęła teczkę i spojrzała na zdjęcie ojca stojące na półce.
Badpol pozostał jej dziełem, Maja jej rodziną. A wszystko inne, co Michał próbował zabrać wraz z pieniędzmi, okazało się tym, bez czego Anna doskonale nauczyła się żyć.


