Artur stał w izbie przyjęć, patrząc na syna wijącego się w konwulsjach. Elżbieta, jego żona, darła się na niego, żeby wyciągnął portfel i kupił życie Roberta. Lekarz powiedział, że nerki czterdziestolatka zawiodły po nocy z alkoholem i narkotykami. Trzeba przeszczepu w ciągu 72 godzin, a grupa krwi jest rzadka.

Artur zaoferował własną nerkę. Miał zero Rh minus, uniwersalnego dawcę. Ale doktor Wróbel, stary przyjaciel, wezwał go do laboratorium z poważną miną. Pokazał wyniki badań.
Artur ma grupę zero, Elżbieta A, a Robert B. To biologicznie niemożliwe, żeby Artur był jego ojcem. Dołączył test DNA. Ryszard Kowalski, szofer rodziny od 45 lat, był ojcem Roberta w 99,98 procentach.
Artur zamilkł. Schował papier do kieszeni, a w jego oczach pojawił się spokój, który przestraszył nawet doktora. Wyszedł na korytarz, gdzie czekali Elżbieta i Ryszard. Ogłosił, że Ryszard jest kompatybilnym dawcą.
Obiecał mu 20 milionów złotych za nerkę. Ryszard się wahał, ale Elżbieta, spanikowana, wymusiła zgodę. Artur stał z boku i słuchał, jak żona szepcze do kochanka, że to on jest prawdziwą miłością jej życia, że Artur jest głupcem, a gdy Robert wyzdrowieje, uciekną we trójkę. Operacja się udała.
Przez dwa tygodnie Artur przygotowywał zemstę. Wezwał adwokata Michalskiego w środku nocy. Sporządził wniosek o rozwód, unieważnił testament, przelał majątek do trustów dla sierot i sprzedał rezydencję za fikcyjne długi. Obiecane 20 milionów dla Ryszarda ulokował w fundacji donacji organów pod nazwą „Bohater Ryszard Kowalski” z klauzulą, że wypłata nastąpi tylko po udowodnieniu braku pokrewieństwa krwi z biorcą.
Wszedł do sali VIP, gdzie Robert jadł jabłko obrane przez Ryszarda. Elżbieta czytała magazyn. Artur rzucił wynik DNA na łóżko. Robert przeczytał, zbladł, zwymiotował i zaczął wyzywać Ryszarda od brudnych sług.
Elżbieta upadła na kolana, błagając. Artur oznajmił, że dom sprzedany, konta zamrożone, karty anulowane. Powiedział Ryszardowi, że pieniądze trafiły do fundacji i nie dotknie ani grosza. Elżbieta rzuciła się drapać Ryszarda.
Cała trójka rozpadała się w chaosie krzyków i pretensji. Artur wyszedł, zostawiając ich za sobą. Na parkingu po raz pierwszy od dekad sam usiadł za kierownicą Bentleya. W lusterku wstecznym zobaczył okno sali, gdzie jego fałszywa rodzina pożerała się nawzajem.
Wcisnął gaz i odjechał, zostawiając za sobą kłamstwo, które nosił przez 40 lat.


